informacje branżowe - twitterinformacje branżowe - facebook
Ustawa o zarządzaniu kryzysowym weszła w życie. Bez integracji radaru i kamer operatorzy IK jej nie wykorzystają

Ustawa o zarządzaniu kryzysowym weszła w życie. Bez integracji radaru i kamer operatorzy IK jej nie wykorzystają

Wiadomości / 2026.10.05

Od 26 czerwca 2026 r. operatorzy infrastruktury krytycznej mogą zakłócać sygnał nieautoryzowanych dronów zagrażających ich obiektom. Dotychczas nie było to zgodne z przepisami i taka reakcja groziła odpowiedzialnością karną, także w przypadku, gdy dron krążył nad rafinerią, elektrownią czy oczyszczalnią ścieków. Nowelizacja ustawy o zarządzaniu kryzysowym nie rozwiązuje jednak kluczowego problemu – wykrycia zagrożenia z odpowiednim wyprzedzeniem.

Nowe przepisy pozwalają wykwalifikowanym pracownikom ochrony zatrudnionym przez operatorów infrastruktury krytycznej na użycie urządzeń zakłócających łączność z nieautoryzowanym dronem – po wcześniejszym zgłoszeniu parametrów urządzenia i ograniczeniu czasu jego działania do niezbędnego minimum. W określonych w ustawie przypadkach mogą też sięgnąć po środki neutralizacji, jeśli spełnione są przesłanki konieczności i proporcjonalności. Znacznie szersze uprawnienia – łącznie z niszczeniem, unieruchamianiem i przejmowaniem kontroli nad bezzałogowcami powietrznymi, lądowymi i wodnymi – otrzymały Policja, Straż Graniczna, Służba Ochrony Państwa oraz Żandarmeria Wojskowa.

– Nowe przepisy nakładają na operatorów konkretne obowiązki formalne – zgłoszenie parametrów urządzenia zakłócającego, ograniczenie czasu jego działania do niezbędnego minimum, zachowanie zasad konieczności i proporcjonalności. Samo posiadanie uprawnienia nie wystarczy – potrzebne są przetestowane procedury i integracja z istniejącym systemem monitoringu, żeby decyzję o reakcji podjąć w kilkadziesiąt sekund, a nie kilka minut po fakcie – mówi Bogumił Szymanek, Axis Communications.

Problem w tym, że urządzenie zakłócające działa dopiero wtedy, gdy ktoś zdąży zauważyć drona i rozpoznać w nim zagrożenie. Ustawa nie nakłada na operatorów obowiązku posiadania systemów detekcji ani nie finansuje takich inwestycji. Nierozwiązany pozostaje też problem sygnalizowany przy okazji prac nad ustawą: radary cywilnych lotnisk nie są zintegrowane z systemami operacyjnymi wojska, a formalna odpowiedzialność za wykrycie zagrożenia spoczywa na operatorach, którzy w większości własnych systemów antydronowych po prostu nie mają.

Skala problemu widoczna jest w liczbach: od 2022 r., gdy zakupiono ok. 14 systemów antydronowych krajowej produkcji, tempo zakupów przez cywilnych operatorów pozostaje niewspółmierne do wartości chronionej infrastruktury krytycznej, szacowanej na ok. 3 biliony złotych. Ciągłe testowanie bez realnych zamówień ma swoją cenę – sprzęt do wykrywania i neutralizacji dronów starzeje się szybciej niż tradycyjne systemy uzbrojenia, a wydłużające się procedury oznaczają, że operatorzy IK korzystają dziś z nowych uprawnień, do wykonania których wciąż brakuje im sprzętu.

Prawo do reakcji, nie do wykrycia

Skala wyzwania widoczna jest także za granicą. Małe drony bywają na radarze nieodróżnialne od ptaków, latają nisko i chowają się za zabudową. 28 czerwca 2026 r., dwa dni po wejściu w życie nowelizacji, Boeing 737 lotu United Airlines 1513 ze 106 pasażerami i 5 członkami załogi na pokładzie omal nie zderzył się z dronem podczas podejścia do lądowania na lotnisku Newark Liberty – bezzałogowiec o średnicy około metra przeleciał zaledwie kilkadziesiąt metrów pod maszyną.

Chwilę później kolejnego drona zgłosiła załoga samolotu linii United Express. Zdarzenie bada amerykańska FAA. Fałszywe alarmy generowane przez pojedynczy czujnik potrafią z kolei zatrzymać operacje lotniska i osłabić zaufanie do całego systemu – dlatego branża coraz częściej mówi o przejściu od reagowania do wielowarstwowej, proaktywnej detekcji.

Trzy warstwy zamiast jednej

W praktyce oznacza to łączenie technologii, które się wzajemnie uzupełniają. Radar obejmuje duży obszar niezależnie od pory dnia i warunków pogodowych, tworząc strefę buforową na obwodzie chronionego obiektu. Kamery termowizyjne potwierdzają zagrożenie w ciemności, mgle czy zadymieniu. Analityka wideo oparta na sztucznej inteligencji klasyfikuje wykryty obiekt i odsiewa źródła fałszywych alarmów – ptaki, dziką zwierzynę, poruszające się gałęzie – zanim informacja w ogóle trafi do operatora. Zbliżone architektury bezpieczeństwa wykorzystywane są dziś m.in. w portach lotniczych oraz na dużych obiektach przemysłowych – placach budowy, farmach fotowoltaicznych, w zakładach petrochemicznych i elektrowniach.

– Nowe przepisy dają operatorom infrastruktury krytycznej prawo do reakcji, ale samo prawo nie wykryje drona. W praktyce potrzebna jest integracja radaru, kamer termowizyjnych i analityki wideo w jeden system – dopiero wtedy obiekt można namierzyć, zidentyfikować i ocenić zagrożenie na tyle wcześnie, by zdążyć zareagować zgodnie z nowymi uprawnieniami – wskazuje Bogumił Szymanek, Axis Communications.

Ustawa o zarządzaniu kryzysowym otworzyła operatorom infrastruktury krytycznej drogę do samodzielnej reakcji na zagrożenie z powietrza. To jednak dopiero połowa równania – pokazują to zarówno głosy polskiego przemysłu antydronowego, jak i incydenty na lotniskach na całym świecie. Najważniejszym pytaniem nie jest już tylko: „czy wolno zakłócić sygnał drona?”, ale przede wszystkim: „czy zdążymy go w ogóle wykryć, zanim znajdzie się nad newralgicznym punktem obiektu?”.

źródło: informacjebranzowe.pl

informacje branżowe
MAPA STRONY
NASZE SERWISY
  • agdrtv24
  • pięknydom24
  • informacje branżowe